Strona 3 z 3

Re: Gra Detektywistyczna - Herzog Friedrich von Baden

: 13 wrz 2025, 10:55
autor: Karl von Württemberg
Wstajesz od stołu i udajesz, że sprawa na razie zakończona. Klepiesz Kleina po ramieniu.
— Pilnuj go tutaj. Ja sprawdzę kotłownię — mówisz głośno, tak by Rudolf usłyszał.

Rudolf unosi brwi, ale nic nie odpowiada. Gdy wychodzisz na korytarz, zamiast udać się dalej, zatrzymujesz się przy uchylonych drzwiach mesy. Z cienia obserwujesz, jak Klein zostaje sam na sam z więźniem.

Przez chwilę panuje cisza. Potem Rudolf pochyla się i syczy przez zęby:
— Mały głupiec… myślisz, że cię nie dorwą? Herrmann już pewnie wie. Kotłownia to dopiero początek. To w Hamburgu się wszystko zacznie.

Klein odsuwa się gwałtownie. — Co ty gadasz?! — szepcze, wyraźnie spanikowany.

— Cicho! — Rudolf rzuca spojrzenie ku drzwiom, ale nie zauważa twojej sylwetki w cieniu. — Jeśli on (tu wskazuje głową w stronę, gdzie przed chwilą siedziałeś) dowie się za dużo, obaj zginiemy. Herrmann nie wybacza. Kapitan też nie.

Słowa te tną powietrze niczym ostrze. Masz dowód, że Rudolf wie więcej, niż ci wyznał — i że boi się Herrmanna i kapitana bardziej niż ciebie.

Co robisz?
A) Wchodzisz nagle z powrotem do mesy i przyłapujesz go na gorącym uczynku.
B) Zostawiasz Rudolfa pod strażą, ale decydujesz się natychmiast udać do kotłowni.
C) Postanawiasz od razu znaleźć kapitana von Steina i skonfrontować go z podsłuchanymi słowami.
D) Wracasz spokojnie, udając, że nic nie słyszałeś, aby spróbować jeszcze raz podpytać Rudolfa.

Re: Gra Detektywistyczna - Herzog Friedrich von Baden

: 13 wrz 2025, 17:27
autor: Fryderyk Orański
B wybieram

Re: Gra Detektywistyczna - Herzog Friedrich von Baden

: 14 wrz 2025, 0:09
autor: Karl von Württemberg
Zostawiasz Rudolfa w mesie pod opieką Kleina — skinął głową, choć w oczach masz wrażenie, że jest równie przerażony jak więzień. Nie tracisz ani sekundy. Korytarze ciągną się w labiryncie metalowych pasaży; każdy krok przyspiesza, bo wiesz, że czas działa przeciwko tobie.

Schodzisz niżej — im niżej, tym goręcej. Powietrze robi się ciężkie od pary i smoły, a oddech łapiesz jak przez gęstą tkaninę. Żaru kotłów nie czuć tak bardzo, jak słyszysz ich ciężki, monotonyczny oddech: stuki tłoków, syk zaworów, łoskot tłoczonych węgielnych wiader. Kotłownia pulsuje życiem maszyny — i ukrytym przed światem planem.

Wśród stalowych zbiorników dostrzegasz właz serwisowy, o którym mówił Rudolf — duża okrągła pokrywa przy ścianie, obok niej drabina prowadząca w dół, ku ciasnej, zadymionej niszy. Pokrywa nosi ślady świeżego zamknięcia: śruby są świeżo dokręcone, a wokół nich smugi oleju. Na pobliskim regale stoi skrzynka narzędziowa — klucz francuski, który wygląda znajomo. Na jego rękojeści ktoś wyrył inicjały — może Herrmanna, może kogoś innego.

Z dna włazu dochodzi stłumiony gwar — kroki, szuranie lin, cichy szept. Ktoś tam jest; ktoś, kto zna trasę, którą mają iść skrzynie. Masz dwie możliwości: uderzyć natychmiast i zaryzykować, że zostaniesz przyłapany z ręką na gorącym uczynku, albo podsłuchać, przygotować zasadzkę albo spróbować spowolnić operację, sabotując mechanikę włazu.

Co robisz?
A) Przykucasz w cieniu i podsłuchujesz, licząc że usłyszysz detal planu i oceniasz liczbę przeciwników.
B) Odpinasz skrzynkę z narzędziami i subtelnie sabotujesz mechanizm włazu — opóźnienie może dać ci przewagę.
C) Wciskasz się na właz i zaskakujesz z góry tych, którzy tam schodzą — szybki atak, ale ryzykowny.
D) Wracasz szybko do mesy po Kleina i kilku ludzi, by wrócić w liczbie i przeprowadzić aresztowanie.