Re: Landtag (Senat Wielkiego Księstwa Badenii)
: 14 maja 2026, 23:08
13 maja 1926 r.
Drugi dzień obrad I posiedzenia IV kadencji Landtagu rozpoczął się w gęstej atmosferze rozliczeń. Choć powołano wczoraj nowy, centrolewicowy rząd, emocje wywołane niedawnymi strajkami i brutalną polityką poprzedniego gabinetu wciąż dławiły stolicę. Przewodniczący Franz Abelmann (PS) z trudem utrzymywał porządek na sali.
Zaledwie kilka minut po otwarciu posiedzenia, do ofensywy przystąpili nowi ministrowie z ramienia Partii Socjalistycznej. Oskar Geck, obejmujący tekę Ministra Opieki Społecznej, przedstawił pakiet radykalnych ustaw osłonowych. Zażądał nie tylko natychmiastowych prac nad powrotem do ośmiogodzinnego dnia pracy, ale również pełnego rozliczenia poprzedniej, prawicowej ekipy za "doprowadzenie robotników na skraj głodu i prowokowanie rozlewu krwi na ulicach Karlsruhe". Prawica odpowiedziała furią – Konserwatyści i Nacjonaliści oskarżyli nową koalicję o niszczenie państwa i uleganie dyktatowi ulicy.
Jednak prawdziwe polityczne trzęsienie ziemi nadeszło ze strony skrajnej opozycji. Na mównicę wkroczył Fritz Hoffmann, lider Partii Bolszewickiej, dysponującej teraz sześcioma mandatami. W brutalnym, rewolucyjnym przemówieniu odrzucił on półśrodki rządu Maxa von Badena. Oskarżył nie tylko Konserwatystów, ale uderzył w sam fundament państwa – w Wielkiego Księcia Fryderyka III.
„Kto pozwolił na rządy reakcji? Kto przez lata chronił arystokratycznych wyzyskiwaczy? Tron!” – grzmiał Hoffmann, wskazując na lożę książęcą. „Dziś nie wystarczy zmienić ministrów. Czas rozliczyć głównego winowajcę! Zgniły system musi upaść w całości!”
Słowa rzucone w Landtagu były jedynie echem tego, co działo się na zewnątrz. Pod gmachem parlamentu oraz pod bramami Pałacu Wielkoksiążęcego zgromadził się kolejny, potężny tłum. Tym razem nie byli to tylko robotnicy, ale zradykalizowana masa zorganizowana przez Bolszewików, do której nieoczekiwanie dołączyli zwolennicy Partii Radykalnej (anarcho-liberałów). Choć dzieliło ich niemal wszystko w kwestiach gospodarczych, połączyła ich nienawiść do dawnego, arystokratycznego porządku państwowego.
Tłum skandował hasła żądające natychmiastowych aresztowań prawicowych polityków, parcelacji majątków ziemskich oraz, co najgłośniejsze i najgroźniejsze – całkowitej likwidacji monarchii. Okrzyki „Precz z koroną!” i „Żądamy abdykacji!” docierały przez okna do gabinetów rządowych.
Minister Stanu Max von Baden wezwał gwardię pałacową i policję do zabezpieczenia budynków, jednak wyraźnie zabronił użycia broni, obawiając się wybuchu pełnoskalowej rewolucji. Sytuacja stała się patowa. Nowy rząd próbował pracować, ale autorytet monarchy, który przez lata był gwarantem stabilności, stał się teraz głównym celem ataków, napędzających spiralę nienawiści.
Drugi dzień obrad I posiedzenia IV kadencji Landtagu rozpoczął się w gęstej atmosferze rozliczeń. Choć powołano wczoraj nowy, centrolewicowy rząd, emocje wywołane niedawnymi strajkami i brutalną polityką poprzedniego gabinetu wciąż dławiły stolicę. Przewodniczący Franz Abelmann (PS) z trudem utrzymywał porządek na sali.
Zaledwie kilka minut po otwarciu posiedzenia, do ofensywy przystąpili nowi ministrowie z ramienia Partii Socjalistycznej. Oskar Geck, obejmujący tekę Ministra Opieki Społecznej, przedstawił pakiet radykalnych ustaw osłonowych. Zażądał nie tylko natychmiastowych prac nad powrotem do ośmiogodzinnego dnia pracy, ale również pełnego rozliczenia poprzedniej, prawicowej ekipy za "doprowadzenie robotników na skraj głodu i prowokowanie rozlewu krwi na ulicach Karlsruhe". Prawica odpowiedziała furią – Konserwatyści i Nacjonaliści oskarżyli nową koalicję o niszczenie państwa i uleganie dyktatowi ulicy.
Jednak prawdziwe polityczne trzęsienie ziemi nadeszło ze strony skrajnej opozycji. Na mównicę wkroczył Fritz Hoffmann, lider Partii Bolszewickiej, dysponującej teraz sześcioma mandatami. W brutalnym, rewolucyjnym przemówieniu odrzucił on półśrodki rządu Maxa von Badena. Oskarżył nie tylko Konserwatystów, ale uderzył w sam fundament państwa – w Wielkiego Księcia Fryderyka III.
„Kto pozwolił na rządy reakcji? Kto przez lata chronił arystokratycznych wyzyskiwaczy? Tron!” – grzmiał Hoffmann, wskazując na lożę książęcą. „Dziś nie wystarczy zmienić ministrów. Czas rozliczyć głównego winowajcę! Zgniły system musi upaść w całości!”
Słowa rzucone w Landtagu były jedynie echem tego, co działo się na zewnątrz. Pod gmachem parlamentu oraz pod bramami Pałacu Wielkoksiążęcego zgromadził się kolejny, potężny tłum. Tym razem nie byli to tylko robotnicy, ale zradykalizowana masa zorganizowana przez Bolszewików, do której nieoczekiwanie dołączyli zwolennicy Partii Radykalnej (anarcho-liberałów). Choć dzieliło ich niemal wszystko w kwestiach gospodarczych, połączyła ich nienawiść do dawnego, arystokratycznego porządku państwowego.
Tłum skandował hasła żądające natychmiastowych aresztowań prawicowych polityków, parcelacji majątków ziemskich oraz, co najgłośniejsze i najgroźniejsze – całkowitej likwidacji monarchii. Okrzyki „Precz z koroną!” i „Żądamy abdykacji!” docierały przez okna do gabinetów rządowych.
Minister Stanu Max von Baden wezwał gwardię pałacową i policję do zabezpieczenia budynków, jednak wyraźnie zabronił użycia broni, obawiając się wybuchu pełnoskalowej rewolucji. Sytuacja stała się patowa. Nowy rząd próbował pracować, ale autorytet monarchy, który przez lata był gwarantem stabilności, stał się teraz głównym celem ataków, napędzających spiralę nienawiści.