Życie w Togolandzie

Schutzgebiet Togo
Awatar użytkownika
Karl von Wettin Stempel
Feldmarschall
Feldmarschall
Posty: 1160
Rejestracja: 27 wrz 2022, 19:54
Lokalizacja: Drezno
wyksztalcenie: mgr.net.prawa

Odznaczenia Pruskie

Odznaczenia Bawarskie

Odznaczenia Saskie

Odznaczenia Badeńskie

Re: Życie w Togolandzie

Post autor: Karl von Wettin »

NADAWCA:MINISTERSTWO DS. KOLONII – DREZNO
ODBIORCA: PORUCZNIK SEBASTIAN SCHULZ-TOGOLAND
STATUS: DO RĄK WŁASNYCH
MELDUJĘ ROZPOCZĘCIE OPERACJI STOP CAŁOŚĆ WYPOSAŻENIA I PERSONELU EKSPEDYCJI ZOSTAŁA ZABEZPIECZONA I WYSŁANA Z PORTU W KILONII STOP
1. PERSONEL NAUKOWY I WOJSKOWY :
DOŁĄCZYŁ GŁÓWNY KARTOGRAF DR ERNST REICHENOW Z UNIWERSYTETU W LIPSKU STOP
DOŁĄCZYŁ LEKARZ WOJSKOWY I SPECJALISTA MEDYCYNY TROPIKALNEJ DR HEINRICH BARTH Z UNIWERSYTETU W JENIE STOP
2. APARATURA NAUKOWA I OPTYKA
ZAKŁADY CARL ZEISS W JENIE DOSTARCZYŁY KOMPLET TEODOLITÓW TROPIKALNYCH ORAZ BUSOLI STOP
UNIWERSYTETY W LIPSKU I JENE WYPOSAŻYŁY EKSPEDYCJĘ W KOMPLETNE APARATY METEOROLOGICZNE, ANEROIDY, PRASY BOTANICZNE ORAZ ZBIORNIKI NA OKAZY ZOOLOGICZNE STOP
SPRZĘT ZAPAKOWANY W SKRZYNIE ODPORNE NA WILGOĆ I PYŁ STOP
3. UZBROJENIE I AMUNICJA :
120 KARABINÓW MAUSER M.98 WRAZ Z BAGNETAMI STOP
4 CIĘŻKIE KARABINY MASZYNOWE MAXIM M.08 NA LEKKICH LAWETACH STOP
60 PISTOLETÓW PARABELLUM P.08 STOP
80 000 SZTUK OSTREJ AMUNICJI W OCYNKOWANYCH, HERMETYCZNYCH SKRZYNIACH STOP
BROŃ ZOSTAŁA ODPOWIEDNIO ZAKONSERWOWANA DO WARUNKÓW WILGOTNOŚCIOWYCH STOP
4. ŚRODKI FINANSOWE:
KWOTA 120 000 MAREK ZOSTAŁA PRZEKAZANA DO KASY KOLONIALNEJ W NEU-DRESDEN NA POCZET OPŁACENIA TRAGARZY, PRZEWODNIKÓW ORAZ BIEŻĄCYCH WYDATKÓW STOP

DROGA WOLNA STOP SAKSONIA PATRZY NA WAS STOP NIECH BÓG MA WAS W SWOJEJ OPIECE STOP
PODPISANO:
(-) KARL II R.
(-) DR. HANS MEYER
Karl II,
v G.G. König von Sachsen
Großherzog von Sachsen-Weimar-Eisenach
Herzog von Sachsen-Meiningen, Sachsen-Altenburg, Sachsen-Coburg und Gotha
Fürst von Waldenburg
Landgraf von Thüringen
Markgraf von Oberlausitz,
Awatar użytkownika
Sebastian Schulz Stempel
Posty: 176
Rejestracja: 02 sie 2023, 1:08

Re: Życie w Togolandzie

Post autor: Sebastian Schulz »

MELDE BESTÄTIGUNG DES ERHALTENEN MELDUNGS STOP OPERATION GEMÄSS BEFEHL BEGONNEN STOP GESAMTES PERSONAL UND DIE AUSRÜSTUNG SIND IN GUTEM ZUSTAND EINGETROFFEN STOP

AUSSPRECHE SEINE TIEFSTE DANKBARKEIT FÜR DAS VERTRAUEN UND DIE UNTERSTÜTZUNG SEINER KÖNIGLICHEN HOHEIT SOWIE DES GESAMTEN SACHSENS STOP DAS WISSENSCHAFTLICHE UND MILITÄRISCHE PERSONAL IST EINSATZBEREIT STOP APPARATE UND BEWAFFNUNG BEFINDEN SICH IN AUSGEZEICHNETEM ZUSTAND STOP

MELDE GLEICHZEITIG DIE ÜBERMITTLUNG EINER ABSCHRIFT DIESES MELDUNGS NACH BERLIN AN SEINE KAISERLICHE MAJESTÄT KAISER WILHELM II STOP

SACHSEN DARF STOLZ AUF SEINE SÖHNE SEIN STOP WIR WERDEN MIT VOLLER ENTSCHLOSSENHEIT UND EHRE HANDELN STOP

MÖGE GOTT UNSERE EXPEDITION UND DAS GESAMTE REICH SEGNET STOP

UNTERZEICHNET:
(-) LEUTNANT SEBASTIAN SCHULZ-TOGOLAND

MELDUJĘ POTWIERDZENIE OTRZYMANIA MELDUNKU STOP OPERACJA ZGODNIE Z ROZKAZEM ROZPOCZĘTA STOP CAŁY PERSONEL I SPRZĘT DOTARŁY W DOBRYM STANIE STOP
WYRAŻAM NAJGŁĘBSZĄ WDZIĘCZNOŚĆ ZA ZAUFANIE I WSPARCIE JEGO KRÓLEWSKIEJ WYSOKOŚCI ORAZ CAŁEJ SAKSONII STOP PERSONEL NAUKOWY I WOJSKOWY JEST GOTOWY DO DZIAŁANIA STOP APARATURA I UZBROJENIE SĄ W WYŚMIENITYM STANIE STOP
MELDUJĘ RÓWNOCZEŚNIE PRZEKAZANIE KOPII NINIEJSZEGO MELDUNKU DO BERLINA JEGO CESARSKIEJ MOŚCI CESARZOWI WILHELMOWI II STOP
SAKSOMIA MOŻE BYĆ DUMNA ZE SWOICH SYNÓW STOP BĘDZIEMY DZIAŁAĆ Z PEŁNĄ DETERMINACJĄ I HONOREM STOP
NIECH BÓG BŁOGOSŁAWI NASZĄ EKSPEDYCJĘ I CAŁE CESARSTWO STOP
PODPISANO:
(-) LEUTNANT SEBASTIAN SCHULZ-TOGOLAND
Załączniki
image-4.jpg
image-4.jpg (415.31 KiB) Przejrzano 136 razy
Awatar użytkownika
Sebastian Schulz Stempel
Posty: 176
Rejestracja: 02 sie 2023, 1:08

Re: Życie w Togolandzie

Post autor: Sebastian Schulz »

Dziennik Leutnanta Sebastiana Schulza
Ekspedycja Naukowo-Kolonialna do Wnętrza Afryki
Togoland, 7 czerwca 1926
Pierwszy dzień
O godzinie 5:47 rano, dokładnie według rozkazu, stanąłem przed namiotem dowództwa w Neu Bautzein, gotów poprowadzić Najwspanialszą Ekspedycję Jego Cesarskiej Mości do nieznanych głębin Czarnego Lądu.
Obok mnie, z miną człowieka, który właśnie odkrył nowy gatunek komara, stał Główny Kartograf Dr Ernst Reichenow z Uniwersytetu w Lipsku. Pan doktor miał na nosie binokle tak grube, że wyglądał jak mądra sowa, która zgubiła gałąź. W jednej ręce trzymał mapę, w drugiej – notes, w którym już coś bazgrał. „Leutnant – powiedział – proszę pamiętać, że południk 0°30′ W musi być naniesiony z dokładnością do trzech metrów.” Trzech metrów. W dżungli.
Westchnąłem tak głęboko, że aż hełm mi się przesunął.
Chwilę później dołączył do nas Dr Heinrich Barth, lekarz wojskowy i specjalista medycyny tropikalnej z Jeny. Wysoki, chudy, z brodą jak u proroka i spojrzeniem człowieka, który już wie, że wszyscy umrzemy. Natychmiast zaczął mnie oglądać jak interesujący okaz malarii.
– Leutnant Schulz, pański puls jest nieco przyspieszony.
– Bo stoję od kwadransa w temperaturze jak w piecu hutniczym, Herr Doktor!
– To dobrze – odparł z powagą. – Organizm się aklimatyzuje. Jutro będzie gorzej.
W tym momencie podeszło do nas dwunastu tragarzy, których werbownik zapewnił mnie, że są „najlepszymi i najbardziej lojalnymi”. Już po pięciu minutach jeden z nich zapytał, czy „duży biały pan z okularami” (czyli Reichenow) naprawdę zamierza mierzyć każdy kamień. Reichenow potwierdził z entuzjazmem godnym lepszej sprawy. Tragarze spojrzeli po sobie w sposób, który jasno mówił: „ten dzień będzie długi”.
Ruszyliśmy punktualnie o 6:30.
Przez pierwsze dwie godziny wszystko szło prawie idealnie. Reichenow co chwila zatrzymywał kolumnę, żeby „dokonać triangulacji wzgórza, które na mapie jest tylko jako ‘pagórek’”. Barth co chwilę podsuwał mi butelkę z jakimś obrzydliwym napojem „na wzmocnienie” i pytał, czy nie czuję już objawów czarnej febry.
O 9:15 wydarzyło się pierwsze prawdziwe wydarzenie dnia.
Dr Reichenow, chcąc udowodnić, że jest nie tylko kartografem, ale i człowiekiem czynu, postanowił osobiście zmierzyć szerokość strumienia. Wszedł na zwalony pień, który wyglądał bardzo stabilnie. Pięć sekund później pień okazał się być absolutnie niestabilny. Kartograf wpadł do wody po pas, trzymając nad głową notes jak Święty Graal.
– Mapa! – wrzasnął. – Mapa jest sucha!
– A pan, Herr Doktor? – zapytałem uprzejmie.
– Ja się wysuszę – odparł z godnością godną pruskiego oficera. – Mapa nie.
Barth natychmiast wyciągnął z torby buteleczkę i zaczął smarować Reichenowa jakimś żółtym mazidłem „na wszelki wypadek”. Zapach był taki, że nawet muchy tse-tse zrobiły nam szerokie koło.
Około południa rozbiliśmy pierwszy obóz. Reichenow rozłożył swoją mapę na składanym stoliku, przycisnął ją czterema kamieniami i zaczął mruczeć coś o „niedokładnych danych francuskich”. Barth kazał mi zdjąć buty i oglądał moje stopy jak rzadki okaz grzyba tropikalnego.
– Ma pan lekkie otarcie, Leutnant. Jutro będzie pan miał dwa.
– Dziękuję, Doktorze. To bardzo pocieszające.
Siedzę teraz przy ognisku, piszę ten dziennik i słucham, jak Reichenow i Barth dyskutują, czy komary w tej okolicy przenoszą raczej malarię, czy „coś ciekawszego”.
Czuję, że ta ekspedycja będzie albo wielkim triumfem niemieckiej nauki…
albo najśmieszniejszą katastrofą w historii Togolandu.
Jutro ruszamy dalej w głąb.
Sebastian Schulz
Leutnant, dowódca, cierpiący w imię Kaisera i kartografii
Załączniki
image-6.jpg
image-6.jpg (497.72 KiB) Przejrzano 119 razy
Awatar użytkownika
Sebastian Schulz Stempel
Posty: 176
Rejestracja: 02 sie 2023, 1:08

Re: Życie w Togolandzie

Post autor: Sebastian Schulz »

Typowy dzień ekspedycji porucznika Sebastiana Schulza w głębi Togolandu

Ach, meine Herren und Damen aus metropolii, siadajcie wygodnie w wyobraźni przy ognisku (tym, które Kofi właśnie rozniecił z precyzją pruskiego artylerzysty), bo dziś opowiem Wam, jak wygląda prawdziwy dzień niemieckiej ekspedycji kolonialnej pod moim dowództwem!
Budzimy się o świcie, gdy tropikalne słońce zaczyna już piec jak piec hutniczy w Saksonii. Ja, porucznik Sebastian Schulz z Królewskich Wojsk Saskich, wstaję pierwszy – w pełnym mundurze, z monoklem na oku i mapą w ręku. Obok mnie Kofi, mój wierny przewodnik i tropiciel z plemienia Ewe, który zna te lasy lepiej niż ja znam piwiarnie Drezna. „Massa Schulz, dziś idziemy dobry szlak” – mówi z tym swoim szerokim uśmiechem, który rozbraja nawet najbardziej ponurego feldfebla. I ma rację. Bez Kofiego i jego ludzi ekspedycja skończyłaby się po dwóch kilometrach w mangrowcach.
Tuż za nimi maszerują tragarze – dzielni afrykańscy nosiciele, którzy dźwigają na głowach skrzynie z amunicją, instrumentami naukowymi, konserwami i moim osobistym zapasem bawarskiego piwa (bo bez porządnego trunku nie da się prowadzić cywilizacyjnej misji). Ci chłopcy to prawdziwi bohaterowie! Idą boso, śpiewają rytmiczne pieśni, a ich mięśnie pracują jak dobrze naoliwione mechanizmy Kruppa. Bez nich nie byłoby ani postępu, ani próbek rudy, ani tych pięknych zdjęć, które wysyłam do Kaiserliche Kolonialgesellschaft. Dziękuję Wam, bracia z Togolandu – jesteście dumą tej kolonii!
Dzień mija na marszu, mapowaniu, zbieraniu okazów i drobnych „dyplomatycznych” rozmowach z lokalnymi wodzami. Ja wydaję rozkazy po niemiecku, Kofi tłumaczy na lokalny dialekt z dodatkiem gestów i śmiechu. Czasem trafiamy na wioskę – wtedy zawsze jest festyn: tańce, bębny i handel. Ja daję sól i tkaniny, oni dają informacje o „złych duchach lasu”. Wszystko ku chwale Cesarstwa!
A wieczorem… wieczorem rozbijamy obóz. Ogniska płoną wysoko, straże stoją, a my siedzimy przy stole polowym i analizujemy zdobycze dnia. I właśnie wtedy zaczyna się to.
Kilka dni temu natknęliśmy się na świeże ślady wielkiego hominida – ogromne, ludzkie, ale… nie do końca. Kofi nazwał to „Koolookamba” (lub jak mówią starsi – leśnym olbrzymem, który chodzi na dwóch nogach i wydaje dźwięk „kooloo-kooloo”). Wielki, owłosiony, silniejszy niż goryl, a jednocześnie sprytniejszy niż szympans. Afrykański kuzyn Yeti, tylko z charakterem saksońskiego niedźwiedzia.
W nocy słyszeliśmy go. Kręcił się wokół obozowiska, łamał gałęzie, pomrukiwał nisko i groźnie. Ludzie sięgali po mauzery, tragarze szeptali modlitwy, a ja stałem z lampą naftową i wołałem: „Komm her, du haariges Vieh, jeśli masz odwagę!” Ale Koolookamba bał się ognia. Krążył, obserwował, ale nie podszedł bliżej na dystans skutecznego strzału. Ostatecznie odszedł przed świtem, zostawiając tylko potężny trop i historię, którą będę opowiadał wnukom w Dreźnie.
Nikt nie ucierpiał. Dzięki czujności straży, mądrości Kofiego i niemieckiej dyscyplinie wyszliśmy z tego cali. A rano tragarze już żartowali: „Massa Schulz, nawet wielki małpolud wie, że z Sasami i Prusakami lepiej nie zadzierać!” 😜
To jest Togoland, moi drodzy. Nie tylko piach, dżungla, malaria i handel. To przygoda, braterstwo broni między Niemcem a Afrykaninem, nauka i odrobina zdrowego strachu przed nieznanym. Za Kaiser! Za kolonie! I za Kofiego – najlepszego tropiciela od Zatoki Gwinejskiej po Saharę! 🌴

Porucznik Sebastian Schulz, dowódca ekspedycji saskiej w Togolandzie
(Kofi właśnie parzy kawę i kiwa głową z aprobatą po odczytaniu mu zapisanych przeze mnie słów).
Awatar użytkownika
Karl von Wettin Stempel
Feldmarschall
Feldmarschall
Posty: 1160
Rejestracja: 27 wrz 2022, 19:54
Lokalizacja: Drezno
wyksztalcenie: mgr.net.prawa

Odznaczenia Pruskie

Odznaczenia Bawarskie

Odznaczenia Saskie

Odznaczenia Badeńskie

Re: Życie w Togolandzie

Post autor: Karl von Wettin »

Drogi Poruczniku Schulz,
Pański ostatni raport, który dotarł do Nas drogą radiową za pośrednictwem stacji w Neu-Dresden, wywołał niemałe poruszenie, a uczciwie przyznając, szczere rozbawienie w Kancelarii. Czytaliśmy o „afrykańskim kuzynie Yeti z charakterem saksońskiego niedźwiedzia” z mieszaniną zdumienia i uznania dla Pańskiej zimnej krwi.
Z prawdziwą satysfakcją przyjmujemy doniesienia o wysokim morale ekspedycji oraz doskonałych relacjach z tragarzami i przewodnikiem, panem Kofi. To braterstwo broni, ów szacunek i dyscyplina, które Pan opisuje, są najlepszym dowodem na to, że saski sposób administrowania opiera się na porządku, uczciwości i wzajemnym zrozumieniu, a nie na brutalności.
Niech Pan przy sposobności przypomni Kofiemu i starszyźnie z plemienia Ewe, że saski Dom Panujący nie zapomina o dawnych sojuszach. Mój świętej pamięci Ojciec, król Karol August, cieszył się w Togolandzie ogromnym autorytetem właśnie dlatego, że nigdy nie traktował Afryki wyłącznie jako pozycji w księgach rachunkowych. Żywo interesował się tą ziemią, bywał na niej wielokrotnie, a kiedy rebelia niepokornych plemion zagroziła pokojowi, nie dowodził zza biurka w Dreźnie. Z bronią w ręku stanął do walki ramię w ramię z naszymi lojalnymi, afrykańskimi sojusznikami.
Proszę przekazać Kofiemu Nasze królewskie uznanie – człowiek, który w środku dżungli potrafi utrzymać taką sprawność kolumny, kultywuje tę wspaniałą tradycję i zasługuje na coś więcej niż tylko żołd. Zleciliśmy już wybicie specjalnego medalu za wierność dla obywateli kolonii, który zostanie mu wręczony po Waszym powrocie.
Przechodząc do kwestii merytorycznych: Pańskie spotkanie z owym „Koolookambą”.
Saska Akademia Nauk niemalże stanęła na głowie, a profesorowie biologii, z którymi konsultowaliśmy meldunek, są przekonani, że zjawisko to wymaga zbadania. Oczywiście, jeśli odważy się znaleźć na tle blisko saskiej potęgi :lol:
Niech Bóg ma Was w swojej opiece, Poruczniku. Czekamy na dalsze wieści z interioru.

Łączę pozdrowienia
(-) Karol II, Król Saksonii
Karl II,
v G.G. König von Sachsen
Großherzog von Sachsen-Weimar-Eisenach
Herzog von Sachsen-Meiningen, Sachsen-Altenburg, Sachsen-Coburg und Gotha
Fürst von Waldenburg
Landgraf von Thüringen
Markgraf von Oberlausitz,
ODPOWIEDZ

Wróć do „Togoland”